Pamięć tych, którzy tam zginęli, uczczono we wtorek pod pomnikiem Zesłańców Sybiru na pl. Strzeleckim we Wrocławiu. Był apel poległych, salwa honorowa i wspólna modlitwa w intencji sybiraków.
Piętno na całe życie
W nocy 10 lutego 1940 roku wiele polskich domów opustoszało. Zesłańcy na spakowanie mieli chwilę. Zabierano najpotrzebniejsze rzeczy. Cały dobytek musieli zostawić za sobą. Nikt nie mówił, gdzie zostaną wysłani. Pociągiem, w bydlęcych wagonach, wywożono ich daleko na wschód. Deportowano. To słowo do dzisiaj u tysięcy Dolnoślązaków wciąż wywołuje emocje i łzy. – Miałam wtedy 4 latka, ale pamiętam strach, płacz mamy i straszliwy ziąb – mówi pani Anna, która wraz z rodziną została wywieziona właśnie 10 lutego. – Potem było już tylko gorzej, poniżenie i głód – dodaje ocierając łzy. Na dzisiejszą uroczystości zabrała wnuka. – Nie możemy pozwolić, aby ta tragedia poszła w zapomnienie. Dla uczczenia pamięci tych wszystkich, którzy tam zostali w grobach, dla tych, którzy do dzisiaj budzą się w nocy ze strachem musimy przekazywać tą wiedzę dalej. Wszyscy, którzy wspominają te okrutne lata sprzed ponad pół wieku, nie potrafią ukryć łez i wzruszenia. Podkreślają, że zostali wywiezieni przez Rosjan tylko dlatego, że byli Polakami.
Więzienie milczenia
Masowe wywózki trwały do 1941 roku. Szacuje się, że z głodu i wycieńczenia w łagrach na Syberii i w Kazachstanie zginęło ponad milion Polaków. Wśród wywiezionych byli głównie wojskowi, urzędnicy, duchowni i przedstawiciele inteligencji. Deportacje trwały także po zakończeniu II wojny światowej. Rosjanie przesiedlali Polaków, którzy zamieszkiwali tereny na dawnych kresach wschodnich. Polskie rodziny mogły wrócić do kraju dopiero w latach 50 i 60. Musieli jednak milczeć o tym co przeżyli. Dziś na Dolnym Śląsku żyje ok. 5 tys. sybiraków, w samym Wrocławiu około 2 tys. We wrocławskich uroczystości pod pomnikiem uczestniczyli m.in. przedstawiciele władz samorządowych i państwowych, wrocławscy harcerze i rodziny z małymi dziećmi.