wroclaw.pl strona główna

MPK Torywolucja wkracza na Glinianą. MPK zabiera się za remont torów

  1. wroclaw.pl
  2. Dla mieszkańca
  3. Aktualności
  4. Nina Dzierzecka dostanie medal Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy za uratowanie tonącego

– Pan Owsiak zadzwonił do mnie wczoraj i długo rozmawialiśmy. Mówił, że mnie podziwia, chce uściskać i że dostanę medal. Odpowiedziałam mu, że nie zrobiłam niczego wielkiego, ale chętnie się z nim spotkam. Nie dla medalu, ale po to, by go poznać, bo jest moim bohaterem – mówi Nina Dzierzecka, która 4 maja wyciągnęła z fosy tonącego mężczyznę.

Reklama

Trzeba było wskoczyć do wody, by z niej wyciągnąć tonącego człowieka, więc to zrobiłam. Nie było nad czym się zastanawiać. 
Nina Dzierzecka, która uratowała tonącego mężczyznę

– Wiedziałam tylko, że muszę być ostrożna, bo sama wychowuję dwie córki, 11-letnią Jessikę i 16-miesięczną Etiennette. Gdyby mi się coś stało, zostałyby same –  dodaje. 

Owsiak: „Pani Nina dokonała wielkiego wyczynu"

Nina Dzierzecka uważa, że nie zrobiła niczego wielkiego i że każdy powinien zareagować tak jak ona. Jednak choć w pobliżu było około 30 osób, żadna z nich nie poszła w jej ślady, a niektóre nawet wyciągnęły telefon, żeby filmować.

„Pani Nina dokonała wielkiego wyczynu, bardzo odważnego, który w takich codziennych, typowanych sytuacjach – spacer, deptak, dużo obcych ludzi, blokuje nas przed czynami zdecydowanymi. A takim czynem było wskoczenie do wody, tym bardziej że Pani Nina była z dwójką swoich dzieci” – napisał na Facebooku Jerzy Owsiak i szczegółowo opisał całe zdarzenie. Jest bardzo poruszony tym, że nikt inny nie próbował pomóc tonącemu.

 „(…) chciałbym głośno, bardzo głośno powiedzieć – wszyscy gapie, którzy nie brali udziału w ratowaniu tonącego, a ich jedyną reakcją było kręcenie filmiku i bierna obserwacja, złamali prawo. Mówiąc najogólniej – prawo Samarytanina nakłada na każdego z nas obowiązek udzielenia pomocy potrzebującemu. To całkowicie zabrania bierności!”  – napisał.

Buty ściągała w biegu

Choć od zdarzenia minęło już wiele dni (doszło do niego 4 maja), pani Nina wciąż ma przed oczami wszystko, co się wtedy działo.

Poszła z dziećmi karmić kaczki nad fosą przy Wzgórzu Partyzantów. Świeciło słońce, ale wiał bardzo zimny wiatr.

– Zobaczyłam starszego pana, który zaczął dziwnie się telepać. Chwilę później potknął się i stoczył ze skarpy do fosy, uderzając się kilka razy głową o ziemię i kamienie. Próbował złapać się drzewa, ale ułamała się jedna gałąź, potem druga. Wpadł do wody. Powiedziałam tylko starszej córce, żeby trzymała wózek młodszą, poprosiłam jakąś panią, żeby została z moimi dziećmi i zadzwoniła po strażaków, i już byłam na dole. Buty ściągałam w biegu.

Tonący mężczyzna wpadł w panikę. Chaotycznie młócił ramionami wodę, nie dało się z nim porozumieć, nie słuchał tego, co wołała do niego z brzegu.

– Dookoła było dużo ludzi, pewnie ze trzydzieści osób: chłopcy z psami, goście pobliskiej kawiarni. Krzyczałam, żeby mi pomogli, dali smycz, cokolwiek, co może pomóc wyciągnąć mężczyznę z wody. Ktoś mi podał koło ratunkowe, które było w kawiarni, ale pan, który tonął, nie był w stanie z niego skorzystać. Ciągle zsuwał się do wody, więc wskoczyłam do fosy, żeby go wyciągnąć. Wiedziałam, że w panice może wciągnąć mnie pod wodę, zwłaszcza że był dużo większy ode mnie, więc opłynęłam go dookoła i złapałam go z tyłu pod ramiona tak, żeby miał głowę nad wodą. Popłynęłam z nim na plecach do brzegu. Nie od razu udało się go wyciągnąć, bo było pełno szkła, musiałam odciągnąć go trochę dalej. W końcu dotarliśmy, a jacyś panowie wyciągnęli do nas ręce, mówiąc „Chodź dziewczyno, bo jeszcze i tobie coś się stanie”.

Na miejscu była już straż, a pani Nina czekała z uratowanym mężczyzną na pogotowie.

– Trzymał moją rękę, przyciskał ją do serca i nie chciał puścić – wspomina. – Prosił, żebym z nim została do przyjazdu karetki, więc zostałam.

Pani Nina: "Cały czas płaczę"

Bohaterka – z poranionymi stopami i ociekając wodą – wróciła do domu. Ma żal do jednej z lokalnych gazet, że pomyliła ją z jakąś inną obecną na miejscu kobietą i napisała, że była pod wpływem środków odurzających.

– Tu nawet nie chodzi o mnie, ale o to, że napisano nieprawdę i że moja córka miała z tego powodu nieprzyjemności w szkole  – mówi. Jest też rozczarowana tym, jak zachowali się świadkowie zdarzenia.

– Cały czas płaczę – mówi. – No bo jak można tak stać i filmować, gdy ktoś tonie?

Bądź na bieżąco z Wrocławiem!

Kliknij „obserwuj”, aby wiedzieć, co dzieje się we Wrocławiu. Najciekawsze wiadomości z www.wroclaw.pl znajdziesz w Google News!

Reklama