wroclaw.pl strona główna

MPK 100 nowych autobusów dla MPK. Co to będą za pojazdy?

  1. wroclaw.pl
  2. Dla mieszkańca
  3. Aktualności
  4. Filmowy Dolny Śląsk. Autorzy książki opowiadają, gdzie kręcono słynne filmy

– Orientacyjna ilość nakręconych na Dolnym Śląsku filmów? Idzie w setki, zresztą nie wszystkie plenery zostały zdekodowane, więc filmografia nie jest jeszcze zamknięta – przekonuje Lech Moliński, który wspólnie z fotografem Jerzym Wypychem stworzyli książkę „Nikt nie woła, każdy pamięta. Filmowy Dolny Śląsk”. Pokaźnych rozmiarów tom ukazał się nakładem Wydawnictwa Warstwy, a rozmawiamy o tym, jaki jest filmowy region.

Reklama

Zamiast filmowego Wrocławia wybrali filmowy Dolny Śląsk

Lech Moliński i Jerzy Wypych pracują razem we Wrocławskiej Fundacji Filmowej i przy projektach, więc pomysł, aby stworzyć wspólnie książkę o kinie na Dolnym Śląsku wisiał w powietrzu od dawna.

Najpierw planowali filmowy spacerownik po Wrocławiu i Dolnym Śląsku, przejechali wtedy 1000 km od Kłodzka po Goerlitz i podjęli decyzję, że spacerownik im jednak nie odpowiada. Potrzebowali innej narracji tekstowej i wizualnej.

Przełomem okazał się okres pandemii, konkurs stypendialny Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego (na który Lech Moliński napisał teksty o trzech miejscowościach dolnośląskich - Lubomierzu, Bystrzycy Kłodzkiej i Sokołowsku) i przekonanie, że region – w przeciwieństwie do Wrocławia – ma znacznie mniej przewodników i przyda się książka o filmowym Dolnym Śląsku. Ale nie taki dla instagramerów, w którym odtwarzają kadry filmowe. My staraliśmy się wyjść dużo dalej – zwraca uwagę Lech Moliński. 

Wygrajcie książkę „Nikt nie woła, każdy pamięta. Filmowy Dolny Śląsk”

Książka Lecha Molińskiego i Jerzego Wypycha

Książka Lecha Molińskiego i Jerzego Wypycha ukazała się nakładem Wydawnictwa Warstwy 

Zakochani w Bystrzycy Kłodzkiej

Tytuł waszej książki zaczerpnięty z filmu Kazimierza Kutza przypomina mi słynny seans tego obrazu w odrestaurowanej kopii i w obecności twórców w Centrum Technologii Audiowizualnych...

Lech Moliński: Tak i tego wieczoru wszystko się zaczęło. Nie znałem wcześniej „Nikt nie woła”, na ten tytuł zwrócił mi uwagę filmoznawca Adam Kruk i zakochałem się od pierwszego seansu. Chwilę później zrobiłem sobie wycieczkę filmową po Dolnym Śląsku na trasie znalazła się Bystrzyca Kłodzka, w której Kutz nakręcił cały film. Miasteczko mnie urzekło, także relacja między filmem a tym miejscem dzisiaj. Wystarczyło włączyć w aparacie tryb „skala szarości” i okazywało się, że jesteśmy w obrazie Kutza.

Zdjęcia z książki Lecha Molińskiego i Jerzego Wypycha

W Bystrzycy Kłodzkiej zakochali się m.in. Kazimierz Kutz i Agnieszka Holland/fot. Jerzy Wypych

To odkrywanie było szalenie inspirujące, pasowało mi do opowieści o kinie. Kilka lat później redaktor powstającej książki Dawid Skrabek zaproponował, aby miała tytuł „Nikt nie woła, każdy pamięta”. Trochę się z tym oswajaliśmy, chyba baliśmy się, że będzie zbyt poetycki, liryczny. Przekonało nas, że jest też grą na kilku poziomach – filmową, związaną z pamięcią, zasiedlaniem Ziem Zachodnich.

Bo wasza książka jest nie tylko o filmach kręconych w regionie, ale i o samym regionie, jego tożsamości. Co ciekawe, na tzw. Ziemie Odzyskane trafiali najwybitniejsi filmowcy – Wajda, Kutz, Has.

Lech Moliński: Wyjazd na Dolny Śląsk był zsyłką dla debiutantów, zwłaszcza jeżeli ktoś był gorzej umocowany. Paradoksalnie, wspaniały czas szkoły polskiej wynikał z faktu, że wielu młodych twórców przymusowo trafiło do wrocławskiej Wytwórni Filmów Fabularnych, a potem kręciło m.in. w regionie.

Dolny Śląsk po wojnie to była prawdziwa nieswojość, ludzie osiedlali się z lękiem na nowych terenach, stopniowo pisali własną historię.  

Lech Moliński: W kilku przypadkach było oczywiste, jak o niej opowiem i jak Jurek to sfotografuje, choćby w Legnicy. Mieliśmy poniemieckie mury, w których przez 50 lat mieszkali Polacy i Rosjanie. Miasto doczekało się genialnego kronikarza – reżysera Waldemara Krzystka i Teatru im. Modrzejewskiej pod dyrekcją Jacka Głomba, w którym zrealizowano ważniejsze spektakle o historii Legnicy i pokazywano potem w telewizji, jak „Balladę o Zakaczawiu”, „Wschody i zachody miasta”, „Made in Poland”.

Wałbrzych też ma klarowną filmową historię – reżyserzy świetnie uchwycili zwłaszcza trudny czas w latach 90. i na początku XXI wieku, czyli upadek poprzemysłowego miasta w „Komorniku” w reż. Feliksa Falka, „Sztuczkach” w reż. Andrzeja Jakimowskiego, czy „Bez wstydu” w reż. Filipa Marczewskiego.

Sokołowsko niesie historię o odradzaniu się miejscowości przez sztukę, animację kultury, gdzie patronem jest Krzysztof Kieślowski.

W przypadku innych miejscowości bywało różnie. Architektonicznie eklektyczna Świdnica w większości przypadków okazywała się jedynie wsparciem, uzupełnieniem ogólnego planu filmu, którego akcja rozgrywała się gdzie indziej. W filmie „Wszystko dla mojej matki” Małgorzaty Imielskiej widzimy wnętrza domu poprawczego, ale historia dotyczy innej części Polski, a w „Najlepszym” Łukasza Palkowskiego zdjęcia powstały na krytej pływalni przy ul. Równej, tam bohater grany przez Jakuba Gierszała uczył się pływać. Akcja dzieje się jednak w Legnicy.

Zdjęcia z książki Lecha Molińskiego i Jerzego Wypycha

Świdnica z reguły „gra” w polskim kinie drugi plan/fot. Jerzy Wypych

Trudną powojenną historię miał Lubomierz, ale bazą, na której zaczęto budować byli „Sami swoi” Sylwestra Chęcińskiego i to zaowocowało festiwalem filmowym, który niedawno skończył 25 lat i kilkunastoma realizacjami filmowymi, a także Muzeum Kargula i Pawlaka. Odrębne pytanie brzmi, czy to coś zmieniło w życiu mieszkańców?

Kino, które napędza ruch turystyczny? Także na Dolnym Śląsku

Może to, że kino potrafi przyciągać turystów. Dzięki filmowi Woody'ego Allena Barcelona pękała w szwach, a po „Władcy pierścieni” Nowa Zelandia zaczęła być wyjątkowo modna.

Lech Moliński: W Polsce nie mamy aż tak wielu udanych przykładów kreowania w ten sposób ruchu turystycznego. Branżowo powielanym przykładem jest serial „Ojciec Mateusz”, którego akcja rozgrywa się w Sandomierzu i to rzeczywiście przełożyło się na zainteresowanie miastem, ale już wcześniej Sandomierz był godnym odwiedzenia miejscem.

Zdjęcia z książki Lecha Molińskiego i Jerzego Wypycha

Kłodzko to przykład miasta, które wykorzystało filmowy potencjał/fot. Jerzy Wypych

Na Dolnym Śląsku przypadki budowania opowieści wokół kina to Twierdza Kłodzko i serial „Czterej pancerni i pies” Konrada Nałęckiego. W lipcu odbył się Maraton Pancernych, powstają nowe trasy turystyczne, sprzedawano gadżety. W Lubomierzu byli „Sami swoi”, ale mam wrażenie, że najlepsze lata dla tej opowieści już minęły, nastąpiła zmiana pokoleń, wypaliła się energia.

Sokołowsko, którego jednym z fundamentów jest nawiązanie do biografii Krzysztofa Kieślowskiego (mieszkał tam w dzieciństwie), stało się obecnie artystyczną kolonią. Zmienił się kontekst. Niegdyś przyjeżdżali kuracjusze lecząc gruźlicę, potem narciarze biegowi, teraz pisarze i filmowcy.

Zdjęcia z książki Lecha Molińskiego i Jerzego Wypycha

Sokołowsko i Kinokawiarnia Zdrowie w Sokołowsku/fot. Jerzy Wypych

O efekcie ekranowym można mówić w przypadku Czeszowa, gdzie Jan Jakub Kolski nakręcił „Cudowne miejsce”, średnio udane dzieło w jego dorobku, ale w historii miejscowości odegrało bardzo ważną rolę w latach 90., a mieszkańcy do dziś wspominają związane z tym wydarzenia. Choć film im się niespecjalnie podobał, po kilku latach, kiedy tworzono identyfikację wizualną Czeszowa, trop cudownego miejsca został pociągnięty i na witaczu czytamy do dziś, że trafiliśmy do cudownego miejsca.

Dolny Śląsk, niekoniecznie tylko filmowy, w obiektywie Jerzego Wypycha

W książce spodziewałam się, jak po przewodniku filmowym, że pokażecie kadry z filmów i – dla porównania – aktualny wygląd tych samych miejsc. Tymczasem zdjęcia Jerzego Wypycha nie odtwarzają dawnych filmowych plenerów, raczej tworzą klimat, są wprowadzeniem w dane miasteczko, miasto.

Jerzy Wypych: Nie chcieliśmy porównywania z kadrem, nasza książka to przejście od narracji reportażowej, ilustracyjnej do formy osobistej i lirycznej. A chodziło dokładnie o stworzenie klimatu!

Zdjęcia są tu wypadkową wielu rzeczy - mojej lektury testów Lecha, poznania historii danych miejsc, fascynacji Dolnym Śląskiem i intuicji w przestrzeni fotograficznej, świadomego zgubienia się – bez mapy, znalezienia poszlak po filmie albo skojarzeń z danym filmem, który stanowi o tożsamości wybranego miejsca.

Zdjęcia nie miały ilustrować, a stać się wizualną interpretacją przestrzeni, pełnić funkcję osadzenia czytelnika w danym miejscu.

Zdjęcia z książki Lecha Molińskiego i Jerzego Wypycha

W Chełmsku Śląskim kręcono m.in. spektakl Teatru Telewizji „Wizyta starszej pani”

Patrzę na fotografie i jedną ze wspólnych cech uwiecznianych miejsc na Dolnym Śląsku jest – to przykre – ruina.

Jerzy Wypych: Niestety, ale te wszystkie miejsca są też przykryte kolejnymi warstwami historii – filmowej, czy codziennej, które osadzają się na murach. Wspólnym mianownikiem jest także opuszczona przestrzeń – scenografia tuż po wyjściu, albo przed wejściem ekipy filmowej. Tak naprawdę nie ma na nich ludzi, poza jednym ujęciem.

Chciałem, aby nie było na nich przeszkadzajek wizualnych życia codziennego – tablic rejestracyjnych, znaków drogowych, aby były poza czasem. Bo znajdują się pomiędzy rzeczywistością filmową a codzienną, o której mówią osoby z którymi Lech przeprowadzał rozmowy.

Książka jest poważnym studium filmowym na temat Dolnego Śląska. Liczyliście, ile filmów nakręcono w regionie?

Lech Moliński: Jestem słaby z liczb, ale każdy z artykułów ma wybraną filmografię. W przypadku Goerlitz, jedyne nasze wyjście poza granice województwa - to  ponad 100 filmów, także z NRD, ale i amerykańskie hity, jak „Grand Budapest Hotel” Wesa Andersona. Lubomierz – kilkanaście, Kłodzko – nawet 40, licząc z dokumentami.

Wszędzie znajdziemy minimum 10 tytułów, a raczej więcej. Orientacyjna ilość? Idzie w setki, zresztą nie wszystkie plenery zostały zdekodowane, więc filmografia nie jest jeszcze zamknięta.

Ile filmów nakręcono na Dolnym Śląsku? Liczba zaskoczy

Obejrzał Pan te setki filmów w trakcie pisania „Nikt nie woła, każdy pamięta. Filmowy Dolny Śląsk”?

Lech Moliński: Znakomitą większość obejrzałem z zasobów Wytwórni Filmów Fabularnych. Pewnie na liście jest z 400 tytułów, do ponad 300 miałem podejście. Niektóre, jak „Pokot” Agnieszki Holland, czy „Nikt nie woła” oglądałem kilkunastokrotnie, bo każdy smaczek mógł pomóc w pracy nad tekstem. A sporo plenerów mieliśmy jeszcze do rozpoznania.

Zdjęcia z książki Lecha Molińskiego i Jerzego Wypycha

W Bystrzycy Kłodzkiej kręcono m.in. „Pokot” Agnieszki Holland, ekranizację powieści Olgi Tokarczuk/fot. Jerzy Wypych

W „Samych swoich” miłośnikom obrazu udało się rozpoznać wszystkie miejsca akcji, a spece rozkochani w tym filmie znaleźli nawet kobietę, która grała małą Anię i przywieźli ją na któreś urodziny Sylwestra Chęcińskiego. Publicznie ją przepraszał, bo na planie wymierzył jej klapsa.

Spośród tych opisanych 20 miast i miejscowości któreś szczególnie rekomendujecie?

Lech Moliński: Chyba Bystrzyca Kłodzka jest miejscem do odkrycia – zwłaszcza ze znajomością „Nikt nie woła” i „Pokotu”. Potem Goerlitz w pakiecie ze Zgorzelcem - piękne miejsce, w którym malownicza ruina łączy się z pocztówkowością. Nieprzypadkowo kręcą tam Amerykanie i stąd nazwa Görliwood.

Warto zajrzeć do restauracji „Przy Jakubie”, w której stołowali się aktorzy z „Grand Budapest Hotel”. Jedzenie jest pyszne, a jednodniowa wycieczka ze znajomością filmów to dodatkowa wartość.

Tropem „Jańcia Wodnika” Jana Jakuba Kolskiego można wybrać się do Goszcza, który jest blisko Wrocławia, z niesamowitym pałacem, gdzie reżyser kręcił sceny uzdrowień Jańcia Wodnika.

Zdjęcia z książki Lecha Molińskiego i Jerzego Wypycha

Ciekawym miejscem na filmowe wyprawy może być Goszcz, położony niecałą godzinę od Wrocławia/fot. Jerzy Wypych

Miejsca filmowe i dostępne to Agroturystyka „Jawornica” w Międzygórzu, gdzie znajdował się filmowy dom Janiny Duszejko w „Pokocie”. To dom na końcu świata, malowniczo położony, prowadzą go super ludzie, jest klimat. Po prostu magiczne miejsce i mam nawet taki cel, aby pojechać i właśnie tam obejrzeć kolejny raz „Pokot”.

Bądź na bieżąco z Wrocławiem!

Kliknij „obserwuj”, aby wiedzieć, co dzieje się we Wrocławiu. Najciekawsze wiadomości z www.wroclaw.pl znajdziesz w Google News!

Reklama